Czy technologia wpływa pozytywnie na edukację? To zależy…

Współczesne szkoły i uniwersytety wyglądają zupełnie inaczej niż jeszcze dwie dekady temu. Kreda i tablica coraz częściej ustępują miejsca ekranom dotykowym, a ciężkie plecaki z podręcznikami są zastępowane przez lekkie tablety. W obliczu tak gwałtownych zmian rodzi się naturalne pytanie, które dzieli rodziców, nauczycieli i samych uczniów: czy technologia rzeczywiście wpływa pozytywnie na edukację?

Odpowiedź nie jest czarno-biała, o czym przekonuje w swojej analizie Nik Bear Brown. Główna trudność w udzieleniu jasnej odpowiedzi wynika z szerokiego zakresu pojęcia technologia. Na przestrzeni ostatnich lat powstało tak wiele nowych rozwiązań, że w samej edukacji możemy mówić o co najmniej kilku różnych zastosowaniach dla technologii. Zagłębmy się w szczegóły, aby odpowiedzieć na pytanie postawione w tytule tego artykułu.

Rewolucja cyfrowa, drukarki 3D, wirtualne laboratoria, laptop dla czwartoklasisty, laptop dla nauczyciela, elektroniczny dziennik – w polskich szkołach w XXI wieku niemalże co roku mamy do czynienia z kolejnym ogromnym dofinansowaniem, które ma zmodernizować naukę, aby wyniki uczniów były lepsze, praca nauczycieli łatwiejsza, a same zajęcia nowoczesne i atrakcyjne.

Zależnie od dofinansowania, czasami wybór kupowanych pomocy był narzucony przez Ministerstwo Edukacji Narodowej, a innym razem to szkoły miały większe pole do selekcji sprzętów i usług, które pomogą im usprawnić edukację. Jednak kluczowe pytanie nie brzmi „kto wybiera?”, lecz „co wybiera”?

Technologia jak z rogu obfitości

A wybór jest bardzo szeroki. Niezwykle kuszący dla wszystkich dyrektorów i nauczycieli pozostaje tzw. hardware, czyli sam sprzęt. Nowiutkie laptopy, monitory interaktywne, sala informatyczna wyposażona w świetne komputery – to prosty wybór, którym łatwo można się pochwalić zarówno przed władzą, jak i rodzicami. Jednak sam sprzęt niewiele pomoże, jeśli nie ma do niego odpowiedniego oprogramowania. Nierzadko zdarza się, że nowych laptopów jest tak dużo, że „zimują” one zamknięte w szafkach i sejfach, powoli stając się elektrośmieciami. Wpływ na tę sytuację mają nie tylko nietrafione zakupy i obsesja na punkcie samego hardware’u, ale także brak odpowiednich szkoleń dla nauczycieli, którzy z obawy przed nowym i nieznanym oraz kompromitacją technologiczną na tle całej klasy wolą pozostać przy starych i sprawdzonych metodach.

Gdy wyjdziemy poza sam sprzęt, to otwiera się przed nami prawdziwa rewolucja technologiczna w edukacji. Interaktywne programy, indywidualizacja nauczania, adaptacyjne systemy edukacyjne, tutoring oparty na sztucznej inteligencji, możliwość tworzenia autorskich ćwiczeń dopasowanych do potrzeb ucznia, automatyzacja oceniania oraz zarządzanie danymi wszystkich uczniów w celu dopasowania dla nich indywidualnej ścieżki nauki.

To tutaj kryje się sedno sprawy. Nowy komputer jest przydatny, ale nie odmieni edukacji. Natomiast wirtualny asystent nauczyciela i ucznia może to zrobić. Wyobraź sobie, że w kilka sekund możesz wygenerować nowe zadanie, które będzie wyglądać atrakcyjnie, przyjmie różną formę (pytanie zamknięte/otwarte, prawda lub fałsz itd.) i będzie dostosowane poziomem trudności do wszystkich uczniów w twojej grupie. Koniec z zaniżaniem poziomu i szukaniem mitycznego złotego środka. Zadanie zlecasz dwoma kliknięciami, a po rozwiązaniu zadań otrzymujesz automatyczne raporty, niczego nie musisz sprawdzać i widzisz, którzy uczniowie mają problem z danym elementem.

W ten sposób technologia może służyć nauczycielowi. To nie jest wyimaginowana wizja rodem z hollywoodzkich produkcji. Tak działają narzędzia, które można było kupić w ramach dofinansowań jak Aktywna Tablica i można to zrobić obecnie dzięki programowi Cyfrowy Uczeń. I teraz przechodzimy do meritum rozważań. Nik Bear Brown zauważa, że rozwiązania, które naprawdę skutecznie wpływają na lepszą edukację stanowią jakieś 5-10% zakupów, podczas gdy nawet 90% funduszy wydawanych jest na kolejny sprzęt lub niskiej jakości multimedia.

Zakupy polskich szkół w ramach dofinansowań na transformację technologiczną

Droższa technologia = tańsza i lepsza edukacja?

Często boimy się większych inwestycji w bardziej zaawansowane rozwiązania technologiczne, wierząc, że lepiej zainwestować w prostsze rozwiązania, które już znamy i z których umiemy (lub myślimy, że umiemy) korzystać. Spójrzmy jednak na liczby, posiłkując się kontekstem amerykańskim. Porównajmy cztery rozwiązania i weźmy pod uwagę koszt, jaki musimy włożyć, aby osiągnąć najmniejszy wzrost umiejętności uczniów:

  1. Najlepsze systemy sztucznej inteligencji
  2. Wysokiej jakości korepetycje prowadzone przez doświadczonych nauczycieli
  3. Technologie edukacyjne skupione wokół hardware’u
  4. Zmniejszenie liczebności klasy o 7 uczniów

Zacznijmy od końca. Oczywiście łatwiej jest prowadzić zajęcia w mniejszej grupie, a uczniowie otrzymują wtedy więcej uwagi. Jednak koszt takiej inwestycji to w przypadku USA nawet 36 000$ za wzrost umiejętności uczniów. Znając specyfikę przeciążonych szkół w polskich miastach, możemy sobie wyobrazić, że koszt wybudowania nowych budynków i wyposażenia ich od 0 byłby równie wysoki.

Teraz czas na hardware. Typowe zakupy do szkół w postaci tabletów, laptopów, tablic itd. generują wzrost umiejętności uczniów przy koszcie około 1333$. To wciąż bardzo dużo, choć jak widać, taka technologia działa lepiej niż redukcja liczebności klas.

Natomiast w przypadku korepetycji mówimy o koszcie sięgającym 833$. Tylko czy w Polsce mamy wystarczająco wykwalifikowaną i liczną kadrę, aby postawić na taki system? I jak długo może być on wydolny?

Jaki jest koszt lepszej edukacji?

Zapewne widzisz już trend, więc nie zaskoczy Cię, że najbardziej opłacalna jest inwestycja w najlepsze systemy sztucznej inteligencji. Pozwalają one na uzyskanie lepszych wyników uczniów przy koszcie 100$.

Zawodzi implementacja, a nie technologia

Zdobycie środków na zakup nowych pomocy edukacyjnych jest tak wymagające, że często szkoły upajają się sukcesem i poprzestają na tym etapie. Tymczasem zakup technologii to dopiero pierwszy krok! Kluczowa jest odpowiednia implementacja. Bez niej niemożliwy jest sukces edukacyjny. Szukając odpowiedzi na pytanie, czy technologia wpływa pozytywnie na edukację, media zdają się często nie dostrzegać tego aspektu i zbyt łatwo dołączać do chóru krytyków.

Nik Bear Brown wskazuje 4 główne zagrożenia związane z brakiem odpowiedniej implementacji:

  1. Rozpraszające aplikacje – dając uczniom laptopy lub tablety, wręczamy im także dostęp do YouTube’a i innych aplikacji, które są tylko o jedno kliknięcie od edukacyjnej esencji zajęć.
  2. Administracyjna pułapka – próbując ograniczyć uczniom dostęp do aktywności niezwiązanych z nauką, nauczyciel wchodzi w rolę policjanta i poświęca cały swój czas na pilnowanie porządku.
  3. Błędne dawkowanie – nawet najlepsze opony letnie nie sprawdzą się podczas silnych opadów śniegu. Podobnie jest z technologią w edukacji. Narzędzia źle dobrane do grupy odbiorców, nie mogą przynieść dobrych rezultatów.
  4. Brak przygotowania – nauczyciele nie otrzymują żadnego szkolenia z nowych narzędzi. Muszą je poznawać w swoim wolnym czasie i nie dostają informacji, jak ich skutecznie używać.

Narracja o złej technologii jest nie tylko bardzo nośna, ale przede wszystkim niesprawiedliwa i krótkowzroczna. Chęć uzyskania prostej odpowiedzi na złożone pytanie prowadzi do uproszczeń i niedopowiedzeń. Dlatego warto na chwilę się zatrzymać i zastanowić nad całym proces transformacji technologicznej w edukacji. Dostrzec jej złożoność i ocenić, na którym etapie drogi jesteśmy. Na początku brakowało nam możliwości technicznych. Teraz już je mamy. Później często brakowało środków na zakup tych nowinek. To już także za nami. Czas skupić się na narzędziach oraz szkoleniach dla nauczycieli, aby w pełni wykorzystać możliwości sprzętowe.

Wniosek? (Dobra) technologia wpływa korzystnie na edukację!

Rozpoczynając transformację technologiczną w polskich szkołach podjęliśmy dobrą decyzję. Technologia może pomóc uczniom i odciążyć nauczycieli. Teraz czas wyciągnąć wnioski i zainwestować w takie rozwiązania, które są najbardziej efektywne. Jeśli masz w swojej placówce już multum nowoczesnych sprzętów, sale lekcyjne są wyposażone w monitory dotykowe, a z szafek wysypują się laptopy, to wykorzystaj dotychczasowe zakupy i pomyśl o narzędziach, które zrewolucjonizują naukę na każdym etapie edukacyjnym.


Źródło: https://www.skepticism.ai/p/the-165-billion-question-what-the?triedRedirect=true

Udostępnij post

Inne

artykuły

30 mln zł na rozwój edukacji ogólnokształcącej na Warmii i Mazurach – ruszył nowy nabór wniosków!

2026-02-19

Innowacja czy bezpieczeństwo? Jak zorganizować cyfrową transformację w szkole, aby nie musieć wybierać?

2026-02-24
Na banerze po prawej stronie znajduje się zdjęcie uczennicy na wózku inwalidzkim w klasie szkolnej. Poza zdjęciem większą część zajmuje granatowe tło a na nim napisy promujące konkurs na dofinansowanie placówek w ramach działań wspierających edukację włączającą.

Fundusze europejskie na edukację włączającą w Łódzkiem

2026-02-18